Zostawić za sobą to miejsce tak negatywne, ślepe i cyniczne.
I przekonasz się, że wszyscy jesteśmy jednym umysłem.
Zdolni do wszystkiego, co można sobie wyobrazić i co jest możliwe.
Tylko pozwól, by dotknęło cię światło
I pozwól, by słowa przelały się przez ciebie
I pozwól im przejść przez siebie
Niech przyniosą nadzieję i powód.

Maynard James Keenan

Dla Haliny i Józefa – Dziękuję.

Każdy próbuje sobie pomóc, póki tli się w nim jeszcze wrażliwość i czucie. Świat wokół nas wybrzmiewa miliardem głosów i każdy z nich opowiada swoją historię. Niezliczona ilość istnień w których żyjemy, oddychamy, szukamy ratunku i nadziei, pocieszenia, inspiracji, recepty na ból. Każdy upadł wiele, wiele razy w samotność, która z jednej strony jest największym lękiem z możliwych, jednak z drugiej strony jest głosem, który jest prawdziwy pozbawiony fałszu jakiejkolwiek gry i kalkulacji obliczonej na przyciągnięcie uwagi, błaganie o miłość, jałmużnę wymuszonej współobecności. Jednak tam gdzie rodzi się ten największy lęk, rodzi się także odwaga i troska oczyszczonego ze złudzeń serca, które cały ten wszechobecny ból czyni pulsem wszechrzeczy, czymś co pozwala dotrzeć do samej esencji życia, do tego co jest święte i czyste. To nie jest żadną obietnicą zbawienia za bycie grzecznym i posłusznym, nie jest umową przyrzeczeń, spełnianiem warunków, przestrzeganiem „moralnych” zasad, nie jest napuszoną ceremonią, mistycznym rytuałem, niczym co ma znamiona niezwykłości, której szukamy bo zgubiliśmy jedyną prawdziwą drogę. Być nagim. Pozbawionym jakiejkolwiek oferty, niczego co chcemy sprzedać. Być szczerym. Żadnych wymówek, żadnego usprawiedliwienia. Jesteś kim jesteś. Nikim specjalnie dobrym, uduchowionym, mądrym, nikim specjalnie złym za kogo miałbyś się wstydzić. Nigdy nie wierzyłem w potępienie, w wieczność kary, w to zaprogramowane okrucieństwo. Ludzie, którzy o tym mówią, są martwi, nie mają serca. Nie możesz potępić istnienia, który rodzi się w tym warunku, na tej planecie, w tym wymiarze. Wierzę w przebaczenie, w jedno nieskończone życie, repetycję której zadaniem jest przebudzenie Troski. Wracasz, wracasz, bez końca wracasz.

Jednak masz w sobie świat, który bez ciebie przestałby istnieć, świat który przyniosłeś tutaj kiedy przywołał cię pierwszy oddech, uderzenie serca, krzyk. Piszę, bo pisanie mi pomaga. Wiem już, że nie zdołam uciec przed tym co jest we mnie, wiem bo próbowałem wiele razy. Trzeba tu być i odczytać z tego tak wiele jak jest to możliwe, ile tylko zdołasz. Spróbować to przekazać na swój jedyny nie powtarzalny sposób. To jest Moc, którą można odkryć, to jest tym co może się mierzyć z samotnością. Nie znalazłem niczego lepszego dla siebie. Kiedy pozwalasz mówić temu co jest w tobie, pozwalasz mówić całemu istnieniu, wszystkiemu co zostało pozbawione głosu, tym których nikt nie chce słuchać. Jednak wszystko to co zostało niewypowiedziane nie ma końca – co czeka w milczeniu. Pozbawienie człowieka prawa do głosu, jest pozbawieniem esencji życia, jest bestialskim gwałtem i zawsze kiedy to się dzieje serce nakazuje sprzeciw, ponieważ to jest przyczyną niewyobrażalnego zła. Na tym świecie w tej rzeczywistości to dzieje się przez cały czas. Przez cały czas.

Odkryć swój autentyczny głos to odkryć największą z tajemnic, której nikt i nic prócz ciebie nie jest w stanie rozpoznać. Zaufać temu to nadać istnieniu Imię, uczynić niewidzialne widzialnym, niesłyszalne słyszalnym, niewidoczne widocznym. Dotknąć życia u samego źródła, w najgłębszym możliwym miejscu. Wszyscy na swój sposób jesteśmy bezdomni w świecie pozbawionym pokoju i sprawiedliwości, w świecie wojny i przemocy, w świecie walki. Mam głęboką nadzieję, że ten świat dobiega końca niosąc w swojej agonii odkupienie i dobro, nadzieję, pokój i prawdziwe miłosierdzie. Bez tego to nie ma najmniejszego sensu, staje się tylko nieskończoną podróżą ku ciemności. Każdego dnia żyjemy w tym, próbując wstać po kolejnym upokorzeniu, zbierając resztki sił. Żyć w tym świecie w tym właśnie czasie jest aktem niebywałej odwagi, ponieważ coraz mniej jest tego co daję siłę, coraz więcej zła i ignorancji. Coraz więcej przemocy.

Dla człowieka, który jest w tym świecie, ale nie z tego świata, a takich istot jest bardzo wiele jest to przebywanie w stanie ciągłego niedowierzania, jakbyś musiał się co chwila szczypać, by się upewnić, że to wszystko dzieję się naprawdę, że jest właśnie takie jakie jest. Kiedy twoje życie kształtuje wszechobecne cierpienie innych istot i samego siebie, bowiem nie sposób żyć w izolacji zaczynasz szukać czegoś co tego nie ignoruje, czegoś co wręcz na to wskazuje, ukazuje prawdę o życiu na planecie ziemia, prawdę o kondycji ludzkiej, prawdę o cierpieniu, przyczynie, przekroczeniu i drodze, która do niego prowadzi. Niczemu nie zawdzięczam tyle ile mądrości i praktyce buddyjskiej, która była dla mnie nieocenionym wsparciem, z której czerpałem siłę i inspirację w najgorszym momentach, kiedy nie masz już siły i myślisz tylko o tym, aby z tym skończyć. Miłość i akceptacja drugiego człowieka, co jest esencją duchowości bez tych wszystkich sztucznych rekwizytów. Dziękuję za to wszystko. Nigdy nie potępiam samobójców w tym świecie, na tej ziemi i choć wszystkie tradycje duchowe są jednogłośne w napiętnowaniu tego, ja uważam, że jak wszystko inne to prawo wolności wyboru i konsekwencji co do których nikt z żyjący nie ma pewności, bowiem nie możemy wykluczyć, że to wszystko umiera wraz z nami i nigdy się nie rodzi, nigdzie nie idzie, donikąd nie zmierza. To koniec.

Nie mam wspomnień innych żyć, żadnych mistycznych i ezoterycznych opowieści z innych światów, żadnej pewności co jest potem. Mam jedynie przeczucie, które jest tak silne, że trzyma mnie na mojej ścieżce, w tym wysiłku tułaczki po bezdrożach tego poranionego świata, bowiem odkryłem mimo wszystko coś co naprawdę jest czyste, co naprawdę może pomóc. Tym czymś jest dobro i bezwarunkowe zaufanie do tego, że droga jest nauką, że nie istnieje i nigdy nie istniało potępienie, że wszyscy nosimy w sobie potencjał wyzwolenia, który manifestuje się paradoksalnie dzięki cierpieniu, które rodzi bezgraniczne współczucie dla siebie i wszystkich istot, dla całego istnienia, bowiem wszystko bez najmniejszych wyjątków podlega rozpadowi. Mam doświadczenie śmierci i jest ono najbardziej bezpośrednim nauczaniem, czymś co w jednej bezlitosnej chwili rozrywa cały „święty pocieszny biznes duchowości” na strzępy, bowiem ten masowy współczesny produkt nikomu tak naprawdę nie jest w stanie pomóc, to tylko zabawa. Ścieżka jest najbardziej intymną i samotną podróżą jaka istnieje, nie ma na niej żadnego kupczenia, żadnych obietnic, żadnego pocieszenia, nic co czyniłoby nas bardziej wyjątkowymi. Czym bardziej jesteś „duchowy” tym bardziej uciekasz w iluzje, próbujesz sam siebie omotać. W istocie cierpisz jeszcze bardziej jednak trik polega na tym, że bierzesz to cierpienie za szczęście, ponieważ nigdy nie dotarłeś do miejsca pozbawionego nadziei, nie wszedłeś do Mroku. Bez inicjacji w cierpienie niemożliwym jest wyzwolić się z niego, dlatego mówi się że dobra sytuacja jest złą sytuacją, a zła sytuacja jest dobrą sytuacją. To jest głęboka mądrość, którą odkryć można tylko przez doświadczenie osobiste, bowiem tylko to jest w stanie potwierdzić prawdziwą wartość głoszonych nauk. Ponieważ te nauki nie są odgadywaniem tajemnic wszechświata, budowy mózgu, matrycą do tłumaczenia złożoności wszech systemów, nie są teorią, intelektualizmem, szukaniem wieczności w skończoności, są po prostu prawdą o naturze istnienia, prawdą o cierpieniu, o przyczynie tego cierpienia, prawdą o wyzwoleniu z cierpienia i prawdą o drodze, którą szli, idą i pójdą niezliczone istoty, by to sprawdzić, przekonać się czy ma jakąkolwiek wartość.

To nie jest droga naiwnej wiary, pocieszycieli, nawiedzonych pomazańców, którzy głoszą słowo pana, na tej drodze nie ma żadnych słów, żadnego specjalnego nauczania, przykazań, pieczęci, potwierdzeń, kultów, okultyzmu, rozwijania mocy, narcystycznych adoracji, na tej drodze jest tylko droga, która jest w istocie samo – doświadczeniem. Prostym i bezpośrednim, bez upiększeń i ozdobników. Ta tradycja nie ma nazwy, bo jest tobą. Ta droga jest taka jakim ty jesteś, niczym więcej i niczym mniej. Na tej drodze nie możesz liczyć na pomoc, bo pomoc nie jest pomocą, jest odwróceniem uwagi. Ostatecznie jedyną autentyczną ścieżką jest dokładnie ta na której jesteśmy w tym momencie. To już jest to. Kiedy to odkryjesz przestajesz szukać, tracić czas. Twój stan jest Prawdą. Na tej drodze liczy się Obecność bez środków duchowego znieczulenia, bez poprawiania, uświęcania, nadawania specjalnych znaczeń ponieważ na tej drodze wszystko ma znaczenie. Wszystko. Nie znajdziesz zakonu i świątyni, nie znajdziesz ksiąg i misteriów. To wszystko legendy, część rozrywkowa, kolejny film. Szukasz siebie? Co za absurd. Szukasz ścieżki? Prawdy? Zbawienia? Wszystko to jest tutaj i teraz.

Rozpoznać siebie – tym jest wyzwolenie. Pozwolić wszystkiemu być tym czym jest, bez najmniejszej potrzeby korekty, upiększenia. Cierpienie, zło, okrucieństwo wszystko to ma swoją rolę do odegrania, podobnie jak współczucie, dobro i miłość, wszystko świadomie lub nie dąży do samo – rozpoznania. Do esencji. Dlatego wszystko jest w swojej naturze dobre takie jakie jest. Wszystko jest długiem zaklętym w rozliczeniu. Brak nadziei kończy stan lęku. Uczysz się w jaki sposób nie zostawiać śladów na pustyni, by nikt nie mógł iść za tobą. Prawdziwy mistrz zawsze na końcu musi cię opuścić, zostawić ofiarować wolność własnej autentycznej drogi. Prawdziwy mistrz nie jest opiekunem, dobrym rodzicem jest brutalnie bezceremonialny, jego współczucie jest ostatecznym odcięciem. Przestaje cię chronić przed bólem i upokorzeniem, prawdziwy Mistrz nie jest zbawicielem, nie umiera za twoje grzechy. To rachunek w twojej dłoni, w twoim sercu. To pewność, że nie ma możliwości ucieczki, nie ma przystani, wytchnienia, nie ma poczekalni, czyśćca z praczkami grzechów. Przychodzi czas kiedy Mistrz wie, że już jesteś gotowy na bezpośrednie nauczanie, na prawdziwą inicjację bez ksiąg i sekretów. Kim jesteś? Po co? Co zrozumiałeś? Co czujesz? Gdzie idziesz? Czego szukasz i czy wiesz dlaczego tego nigdy nie znajdziesz?

Pokaż mi swoją prawdziwą twarz, żywe bijące serce, pokaż mi ból. Pokaż mi gdzie spoczywa ciało, które musiałeś opuścić. Nie ma miejsca do którego idziesz. Nie ma nauki za którą podążasz. Jest życie, które nigdy się nie kończy i miłość, która nigdy nie gaśnie. Nie możesz podnieść tego który upadł, wskrzesić tego który umarł, nie możesz tego zrobić. Czy już wiesz dlaczego?

Będę żyć w każdej mojej matce i w każdym moim ojcu bez końca, przez całą wieczność, będę żyć we wszystkim i wszędzie, bowiem nic się nigdy nie kończy. Tym jest miłość.

Dziękuję Mistrzu.

%d blogerów lubi to: