Życie to szkoła, w której każdy uczy się innej lekcji.

William Seward Burroughs

ONZ opublikowało kilka lat temu szokujący raport w którym napisano, że w 2100 roku przy obecnym wzroście populacji może nas być 13 miliardów. Trzynaście miliardów ludzkich istnień, a każda z nich potrzebuje pokarmu, schronienia, opieki, edukacji i chciałaby spełniać swoje marzenia. Większość będzie żyła w miastach – molochach, które bardziej będą przypominać slumsy. Obecna sytuacja związana z epidemią pokazuje nam, że próba zarządzania w konfrontacji z globalną katastrofą czy kryzysem jest niczym innym jak porażką, bowiem zawsze górę biorą partykularne narodowe interesy, czemu nie sposób się dziwić, bowiem to zglobalizowane korporacyjne monstrum to nic innego jak bezmyślna maszyna śmierci. Większość ludzi na tym globie żyje i będzie żyć na wysypisku odpadów, które ta maszyna generuje. Większość ludzi na tym globie przy obecnych trendach ignorancji już wkrótce sama stanie się odpadem – bez pracy i perspektyw zasilana jałmużną z drukarki sztucznych pieniędzy. W zasadzie o tego zaczyna Huxley swoje rozważania na temat realności Nowego Wspaniałego Świata.

Obecne tempo sprawia, że będzie nas dwa razy więcej już za niespełna pół wieku. Do takiego niewyobrażalnie szybkiego pomnożenia naszego gatunku dojdzie na planecie, której najbardziej atrakcyjne i wydajne obszary są już gęsto zaludnione, której glebę wyniszczają nieudolni rolnicy, gorączkowo usiłując wyprodukować więcej pożywienia, i której łatwo dostępny kapitał minerałów trwonimy z beztroską rozrzutnością pijanego marynarza pozbywającego się swoich oszczędności.

Aldous Huxley: Brave New World Revisited

Zadziwiające jest to, że o tak kluczowych sprawach jak problem przeludnienia, katastrofy klimatycznej, znikających zasobów naturalnych mówi się półgębkiem pomiędzy wynikami sportowymi i błazenadą polityków, choć to wszystko uderza w nas w sposób coraz bardziej szokujący i bezwzględny. Najwyższe odnotowane temperatury, osobliwe zjawiska pogodowe, ciągle postępująca dewastacja środowiska naturalnego i martwienie się o utrzymanie „wzrostu gospodarczego” ukazuje obraz coraz bardziej szalonego człowieka XXI wieku, który kompletnie odjechał w swoje urojenia, w świat fantazji. Stał się wariatem. Niepoczytalność staje się normą. A cała ta historia z ograniczaniem populacji to raczej perspektywa kilkuset lat jeżeli wszystko potoczy się „naturalnie”. Jednak mam wrażenie, że rzeczywistość stanie się na tyle dzika i nieprzewidywalna, że w bardzo szybkim czasie będziemy się konfrontować z sytuacjami i zjawiskami spoza naszego wyobrażenia, spoza naszej nauki i spoza naszej sztucznej sterylnej neurotycznej kultury człowieka 2.0, który zaczął żyć w swojej własnej technologicznej klatce i wciąż sądzi, że przetrwa w niej nadciągającą ze wszech stron katastrofę. Mało jest mam wrażenie ludzi, którzy psychologicznie oswajają się z tym co nas czeka, a czeka nas bowiem, nic tak naprawdę nie chcemy zmienić. Możemy jedynie zabawiać się tą dobroduszną i heroiczną deklaracją, która nigdy nie wchodzi w fazę realności, bowiem to oznaczałoby skromne odpowiedzialne życie. Oznaczałoby mniej egoizmu, mniej pychy, więcej pokory i cóż zdrowego przerażenia, które jest konieczne by wyrwać nas z tego snu, który już ma znamiona koszmaru.

W tak zwanym alternatywnym świecie sprawa ma się dokładnie odwrotnie – depopulacja już trwa i ma wiele zaplanowanych faz, a ci którzy ją organizowali i organizują są nikim innym jak psychopatycznymi mordercami. Istotami bez sumienia, którzy mają nieskończone zasoby by urządzić przewidywany przez Huxleya Nowy Wspaniały Świat o ograniczonej regulowanej populacji zaprogramowanych genetycznie istot, które żyją w narkotycznej utopii pełnej orgietek i przyjemności. Są bogami swojego małego w pełni automatycznego świata Identyczności i Stabilności. Według tego scenariusza, cały ten ekologiczny nonsens to nic innego jak zielony terror, który ubrany w hasła nowego resetu sprowadzi nas do roli poległych udomowionych zwierzątek skazanych na łaskę i niełaskę swoich panów. Tak na marginesie z planetą jest wszystko w porządku, przeludnienie nie jest problemem – są tylko źli ludzie, którzy robią złe rzeczy i wystarczy żeby ich nie było by było dobrze. To oni. Źli oświeceni co pomylili gówno z twarogiem, dobro ze złem, okrucieństwo z miłosierdziem. A te nagłe zmiany pogody tworzy system zaawansowanej maszynerii w tajnych bazach, przecież to oczywiste i jasne jak rozgrzewające się słońce.

Możemy to oddzielać taką grubą kreską i jest to wygodne, nawet bardzo. Śmiać się z wariatów po każdej stronie barykady. Normalsi i szury, śpiący i przebudzeni obrzucający się prawdziwą prawdą, faktami, dokumentami, badaniami. Trochę jak w Incepcji – sen w śnie, poziomy nieskończonych iluzji umysłu. Ja nie wiem co jest najprawdziwszą prawdą, wiem natomiast, że to co tu idzie nie potrzebuje dyskusji i wyjaśnień. Jest egzystencjalną prawdą tak oczywistą, że nie potrzebuje definicji w wikipedii. Oswajać się z nią to pamiętać, że wszystko jest postępującym i niebłagalnym rozpadem. Wszystko. Każdy z nas próbuje sobie z tym jakoś radzić i przed tym uciekać. Ukrywać się w pięknych domach za miliony wydrukowanych dolarów pozyskanych w tak zwanych operacjach finansowych – tym złotym cielcu współczesności, uciekać na pustynie gorliwej religijności z psychozą pewności bycia wybranym, popadać w otumanienie, apatię przerywaną konsumpcją dekadenckich uciech, które kierują nas jeszcze bliżej dna. Tak liczymy pieniądze i liczymy na cud. Dla mnie prawdziwa Droga jest decyzją, która ma tylko jeden cel – być świadomym. Obecnym. Przytomnym. Żadnej obietnicy, żadnego zapewnienia. Zero ściemy.

Jednak umysł nie chce być obecny i przytomny. Chce uciekać, tworzyć te wszystkie urojone światy, pisać fantastyczne scenariusze, a przede wszystkim być poza kręgiem podejrzanych o współudział. Ponosimy pełną odpowiedzialność za to gdzie jesteśmy i z jakim skutkiem, za to co robimy i dlaczego. Wierzę w reinkarnację, wiem, że to nienaukowe. Zawsze w to wierzyłem i wydawało mi się w pewien sposób oczywiste. Dlatego patrzę na to wszystko z duchowej perspektywy. To jest szkoła doświadczenia, a końcowy egzamin to bycie człowiekiem wrażliwą istotą czującą. Wierzę, że istnieje nieskończona ilość miejsc i doświadczeń, planet, istot, ras. Wierzę, że wszechświat jest żywy i świadomy jak jeden nieskończony umysł. Sam jestem wariatem, śniącym jakiś sen, chcącym z całych sił wierzyć w to co mi pomaga żyć, daje nadzieję i siłę. I moim zdaniem nie ma w tym nic złego. Zło dzieje się wtedy, kiedy chcemy być ludźmi z szablonu, choć nigdy nimi nie byliśmy. Mówimy jedno, robimy drugie, tylko dlatego, że nie chcemy stracić tej maski, bo to żadna twarz. Udajemy racjonalnych i mądrych przed światem, boimy się śmiechu – tej abstrakcji ludzkiej masy. Nie ma wielkich osiągnięć duchowych, nie jestem wybrany, wyjątkowy czy specjalny. Po prostu staram się żyć w zgodzie ze sobą, bo uważam, że to pierwszy i decydujący krok do pokoju i harmonii na tym szalonym świecie. Znać siebie, zaufać sobie i mieć odwagę żyć w zgodzie ze swoją prawdą.

Nie mam silnej wiary w swoje prawdy i racje, bowiem zbyt wiele razy zmieniałem swoje poglądy i mam wrażenie, że właśnie tak jest natura tej rzeczywistości. Nie jest niczym stałym, niczym mechanicznym, nie ma stałych praw i prawideł, nie sposób jej ująć w żadną definicję. Tym co my tu robimy to patrzymy w swój własny umysł, nie mając pojęcia czym jest ta świadomość. Używamy narzędzia do badania świata nie mając najmniejszego pojęcia o naturze i strukturze samego narzędzia. Dlatego świat jest tak absurdalny. Dlatego zostałem piratem, który na fladze ma kości i piszczele, bowiem to jest prawdziwe państwo w którym mieszkam, które w moim subiektywnym odczuciu nie ma granic. Jest nieskończone jak ludzka wyobraźnia. Możemy spojrzeć na to poprzez mięso, masę i maszynę ujrzeć gnijący rozpadający się świat skazany na zagładę, możemy zobaczyć też coś innego jako żywą i fascynująca szkołę budzącej się świadomości, która odkrywa czym jest życie i śmierć, radość i cierpienie. Nie mam zamiaru uciekać przed tym co mam w sobie i przed sobą i to jest moja Droga. Może wszyscy mają rację na swój jedyny wyjątkowy sposób, są galaktyką i światem wartym uwagi i ciekawości, może każdy z nas jest wielkim darem, prezentem wszechświata dla samego siebie. Wszyscy jesteśmy wariatami przepełnionymi ignorancją i mędrcami, którzy mają zdolność postrzegania prawd. Może czas przestać kultywować tą przemoc poprawiania, prostowania, tego kultu jedynej mojej prawdy. Może wtedy ukaże się prawdziwa pierwotna wolność i zamiast niszczyć zaczniemy tworzyć. Dawać coś naprawdę Dobrego. Wzbogacać doświadczenie tym co jest spoza tego programu, tej samo niszczącej się krwawej i brutalnej symulacji. Być dobrej myśli to dać sobie i drugiemu człowiekowi przestrzeń i szacunek.

%d blogerów lubi to: