IGNORANCJA – MÓZGOGŁOWIE, KTÓRA UDAJE MĄDROŚĆ, TWORZY SKOMPLIKOWANY ŚWIAT SZTUCZNIE WYGENEROWANYCH POTRZEB – PRAGNIEŃ, KTÓRYCH NIE MA KOŃCA – TO JEST RZECZYWISTOŚĆ PRAGNIENIA. RODZIMY SIĘ Z PRAGNIENIA I SPRAGNIENI UMIERAMY. POŻĄDANIE ZASILANE IGNORANCJĄ JEST PRAWDZIWYM PALIWEM ZASILAJĄCYM MASZYNĘ CIERPIENIA.

Kształtowała mnie rzeczywistość dusznego betonowego post industrialnego miasta – Łodzi, które wysłużone i zużyte miało już za sobą swoje ekonomiczne „pięć minut”. Było nagie w swojej prawdzie, pozbawione złudzeń na swój oryginalny sposób brutalne i pociągające jednocześnie. Ten „mrok” pozwalał dotrzeć do prawdziwego ciała, do żywego nieosłoniętego niczym mięsa przed którym desperacko uciekamy w krainy abstrakcyjnej fantazji, w nieskończone światy złudzeń. To miasto było pełne drapieżników – istot, których bezwzględność życia zmuszała do ciągłej walki o tak zwane przetrwanie. To przetrwanie było czymś ze wszech miar rzeczywistym, czymś co się działo realnie tu i teraz i tworzyło w tych ludziach bardzo wyjątkową jakość – Przytomność. To nie była przytomność wyuczona na drogich kursach mindfulness podrasowanych terapeutyczną gadką szmatką w klimatyzowanych salach, to była przytomność pierwotna. Coś wrodzonego. Prawda tych ludzi nie była zbiorem intelektualnych farmazonów tak zwanych zdań i opinii na temat otaczającego ich świata, to była prawda życia i śmierci, szczęścia i cierpienia przeżywanego bezpośrednio. Człowiek pozbawiony złudzeń jest kimś niepokojąco Innym. Jest kimś niebezpiecznym dla tej Fabryki Snów ze samej swojej natury ponieważ tak naprawdę nie możesz go kontrolować. To jest rodzaj człowieka, który żyje i myśli po swojemu, ponieważ nie stracił Instynktu. Jest na swój sposób dziki dla udomowionych i uśpionych ludzi – wykarmionych tą bezsmakową papką współczesnej „cywilizacji”, która produkuje leniwych i apatycznych ludzi – maszyny, ludzi – usługi, ludzi – klaunów, którzy stali się niczym innym jak Narzędziami Zniewolenia.


Do każdego z nas w pewnym momencie przychodzi jedyny w swoim rodzaju Impuls Przebudzenia się z tego okrutnego snu. Do mnie przyszedł dawno temu i był splotem następujących po sobie wydarzeń. Jednak tak naprawdę bardzo trudno to Przyjąć, bo to nie jest nic przyjemnego. Ten rodzaj „oświecenia” daleki jest od błogości i szczęścia. To przebudzenie jest brutalne i bardzo boli. To przebudzenie jest zdzieraniem skóry i docieraniem do samego rdzenia. Do prawdy o cierpieniu.

W moim życiu, cierpienie nauczyło mnie najwięcej i otworzyło mnie. Teoretycznie łatwo to zrozumieć, jednak naprawdę trudno to Przyjąć, bo nie jest to TO czego chcemy. Kiedy TO przychodzi chcemy uciec, zmienić, zmodyfikować, przetransformować, uleczyć, znieczulić. Kiedy zbyt długo przed TYM uciekamy jest tego coraz więcej i nabiera swoistej masy i ciężaru. Staje się ciężkie i wszechobecne. Staje się światem w jakim żyjemy, a naszym głównym zajęciem staje się ukrywanie cierpienia. Tak zwana dobra mina do złej gry. To co widzę tutaj to nieszczęście udające szczęście, smutek udający radość, ludzie odgrywający jakieś absurdalne role skazani na terror innych ludzi, którzy kompletnie nie wiedzą kim są i wszyscy nawzajem próbują siebie oszukać, że są szczęśliwi, zadowoleni, wartościowi. Kiedy prawdziwy obraz człowieka staje się wykreowanym wizerunkiem i podtrzymywaną bez końca iluzją ból staje się nie do zniesienia.

Teraz ta iluzja dobiega końca. Prawda wychodzi na jaw, na wszystkich poziomach. To sytuacja Progu. Rytuał Przejścia. Wyjście z Mroku Ignorancji. Przebudzenie. Będziemy mieć coraz mniej siły na odgrywanie tych wszystkich narzuconych ról, tej maskarady, absurdalnego spektaklu, spadają i będą spadać wszystkie maski. To jest czas wyboru. Czas decyzji. Bardzo krótki moment wolności, ponieważ nikt nie może tego kontrolować. To po prostu jest. Otwarte i proste. Jasne. Kiedy przestajesz uciekać przed cierpieniem i pozwalasz mu być tym czym jest w swojej prawdzie i nauczaniu wówczas rodzi się w tobie Moc, która jest Prawdziwa. To nie jest jakieś wymyślone duchowe mambo dżambo, ezoteryczne pierdolenie o aniołach i wymiarach. TO jest TO. Bez obietnic zbawienia i osiągania „poziomów”. Bo jest w istocie tylko jeden poziom. Prawda. To wszystko. Nic więcej. Kiedy ją odkryjesz nie osiągniesz, wszystko staje się porażająco proste. Zaczynasz Czuć. Współodczuwać. Być naprawdę. Tu nie ma nic do osiągnięcia. Nic. Dopóki chcesz coś osiągnąć będziesz cierpieć i ta Maszyna nie przestanie pracować. Wszystko ma swój koszt, każde nasze działanie pociąga za sobą skutki. Te skutki stają się naszym światem. Rodzą się bez końca. To jest Inkarnacja w której tak naprawdę nikt się nie odradza, bo nie ma nikogo kto miałby się odrodzić. Dlatego twoja próba uwolnienia tworzy więzienie, ponieważ wciąż chcesz coś zmieniać, a to jest w twojej głowie, w twoim myśleniu. To jest tylko jakiś Pomysł, który próbujesz zrealizować. To nie ma rzeczywistych podstaw dlatego rodzi nieskończone współczucie. I to współczucie jest Stanem Istnienia. To nie jest tym jedynie dobrotliwym i kochającym, które ma cię kochać i przytulać – całować do snu, na dobranoc. Czasami to musi cię budzić, wstrząsać, napierdalać po ryju tak długo, aż się obudzisz. Otworzysz oczy. Zobaczysz. Zapłaczesz łzami, które są warte więcej niż wszystkie skarby tego sztucznego świata. To jest prawdziwe Zbawienie. Prawdziwa Inicjacja. Prawdziwa Droga. To nie jest ta czy inna religia, sekta, tajemna szkoła jakiś kolejny system konstrukcji – dekonstrukcji. To wszystko jest bez znaczenia. To Życie jest Mistrzem, który zawsze ukazuje Prawdę. To nie są słowa, mądre prastare księgi pełne zakazów i nakazów przepisywane i redagowane by kontrolować tak zwanych wyznawców i wiernych, którzy jedyne co robią to próbują naśladować świętość, która jest wymyślona jak wszystko inne.

Czym więcej tym mniej.
Czym mniej tym więcej.

%d blogerów lubi to: