Grupa kontrolna – grupa obiektów, która w ramach wykonywanego eksperymentu nie jest poddawana żadnym manipulacjom eksperymentalnym (pozostaje w stanie naturalnym lub jest poddawana działaniom standardowym). Wyniki uzyskane w grupie kontrolnej służą porównaniu z wynikami z grupy eksperymentalnej, dzięki czemu można uzyskać statystyczną pewność, że manipulacje wykonane na grupie eksperymentalnej rzeczywiście przyniosły oczekiwany skutek.

Wikipedia

Samogon stworzony z pasją i szczyptą zaklęć rozświetla umysł, przydaje mu niesamowitej klarowności, to jakby dodatkowy woltaż zasilający system. Boruta siedzi w milczeniu i ćmi szluga, jego złota broda mieni się niczym tanie chińskie bombki choinkowe – mamy tutaj dość alternatywną wersję bożego narodzenia. Migotanie psiej gwiazdy na firmamencie zdarzeń. To tutaj na Placu Wolności – nigdzie indziej powstanie już niebawem „Złota Świnia” – najlepsza awangardowa restauracja w mieście. Miejsce do hackowania biologicznych maszyn. To właśnie jest ten mityczny plan. To łódzkie podziemie, którego nie ma w żadnych planach architektonicznych – nowa wersja miasta ukryta przed kwadratowym umysłem w oplatających Plac Wolności komnatach piwnic, gdzie powstanie kwatera główna operacji „Mindfuck”. Arka No – ego na wzbierającym, rozszalałym Oceanie Absurdu nadająca piracki sygnał do wszelkiej nie zmechanizowanej części ludzkości. Trzeba nam tutaj powiedzieć, że sprawy potoczyły się dość paskudnie w razie jakby sygnał ten dotarł do kogoś, kto nie wie o czym jest tu dokładnie mowa. Nadajemy z umierającej planety ziemia. Z galaktyki zważonego mleka, mącznej zagmatwanej świadomości, która utknęła w więzieniu swoich projekcji, ogłuchła w kakofonii zafałszowanych hymnów i propagandowych mów, oślepła od nadmiaru filmów i seriali, stała się fizycznie i mentalnie upośledzona, nieruchawa i wsteczna, bierna i apatyczna podatna na niewiarygodną w swych można powiedzieć biblijnych rozmiarach manipulację na każdym możliwym poziomie. Doszliśmy do permanentnego Stanu Bezsensu, który został poddany analizie naukowej, która dowiodła, że Jest Bezsensu. Bezsens toczy nas jak rak, oplata niczym Obcy, wślizguje się w nasze myśli, słowa i działania i pewnego dnia, nikt dokładnie nie wie którego obudziliśmy się w bezsensownym okrutnym i absurdalnym świecie i zamiast coś zrobić – trwamy w nim czekając, aż jakimś cudem coś się zmieni, zupełnie samo, bez naszego udziału.

No kurwa brawo! – powiedział do swoich myśli Pirat.

Świetlisty Jezus na białym koniu w tumanach gwiezdnego pyłu i rozdzierającymi wymiary istnienia wszechrzeczy gromach z dłonią zaciśniętą na rękojeści miecza Sprawiedliwości. Jedzie przez chmury sadzy – tej bestii zwanej Smog i parkuje na placu piotrowym – watykańskim jarmarku do kupowania odpustów, gdzie najnowszy papież na jego widok doznaje udaru, zawału i spada z balkonu podczas niedzielnego kadzenia prochem do prochu. I ów Jezus jedyny syn Boży już ma coś powiedzieć, przekazać, dać świadectwo naukę, wskazówkę, radę, ale patrzy, rozgląda się i mu się odechciewa po prostu.

-Tato, sorry ale nie. Dwa razy, to o jeden za dużo. Niech sami ogarną ten burdel.

I odlatuje do nieba. I wtedy właśnie następuje właściwe Objawienie. Niespodziewany twist fabularny. Jak to tutaj mówimy: Jebnięcie Transcendentu. Makao po makale. Siedemnasta tajemnica fatimska. Okrągły kołek w kwadratowej dziurze. Duchowy oksymoron. Przebiegunowanie umysłu. Zatrzymanie taśmy wyobrażeń i brutalne przebudzenie do tego co jest. Walcz o swój świat, albo sczeźnij w lodowatej kapsule niebytu dryfującej w kosmicznej próżni Otchłani. Zapadaj się coraz głębiej i głębiej w galarecie Bezsensu i pielęgnuj ten przez nikogo nie słyszalny lament i módl się módl o zbawienie. Powodzenia. Krzyż na drogę, chuj na trwogę.

Prepers dla przykładu uważa i mówi o tym całkiem oficjalnie, zupełnie zobojętniały na reakcje świata zewnętrznego, że istota ludzka jest nieudanym eksperymentem mniej sprecyzowanej obcej rasy, która przez jakiś czas bawiła się tu w dom, w wojnę i w szpital w którym ich genetycy stworzyli prototypy Adama i Ewy i po paru nieudanych próbach w końcu udało im się niczym laboratoryjne szczury umieścić owe istoty w tym eksperymencie „Elizjum” i trwało to literalnie sześć dni. Siódmego odlecieli do swoich spraw na odległych planetach i eksperyment rozwijał się podług odwiecznego prawa chaosu (ukrytego porządku) bazując na zakodowanych prawidłach tej wygenerowanej matrycy doświadczenia. Mieli to sprawdzić jakiś czas później, ale zapomnieli, jednak są wersje domysłów, które utrzymują, że co jakiś czas wpadają na kawę i doglądają tej swojej roboty, lub jeszcze inna wersja presumpcji, że część z nich po prostu żyje tu sobie, najzwyczajniej w świecie i udaje ludzi by z bliska i bezpośrednio doglądać przebiegu eksperymentu. Są w tak zwanej Grupie Kontrolnej. To właśnie oni swoimi mocami parapsychicznymi panują nad umysłami swoich Produktów czyli ni mniej ni więcej – Nas. Oni żyją i królują na wieki wieków Lament. Ich Moc pochodzi z czarnej substancji – płynu z rdzenia Mózgogłowia Obcych i Zimnych bogów Industrialu – czystej inteligencji pozbawionej empatii czy współczucia – zimny stalowy racjonalny moduł sterowania, który chodzi na paliwo negatywnych emocji jak strach, przerażenie, lęk, ból, rozpacz, gniew, nienawiść, zazdrość, duma, pożądanie, ignorancja.
Dla nich ziemia jest jak automat z batonami lub stacja paliw. Dwunastu apostołów podczas wiecznie trwającej wieczerzy. Kolacja przy świecach bomb atomowych, muzyce zwodzenia istnień żywych mordowanych każdego dnia, technologicznych sztućców, które z precyzją w ich rękach obdzierają nas żywcem ze skóry. Tak są mięsożerni – zupełnie tak jak my stworzeni na ich podobieństwo hodujący istoty czujące w miliardach sztuk by je zżerać najlepiej zaraz po mordowaniu, kiedy jeszcze są ciepłe i przerażone. My się żywimy nimi, oni nami. Jak już wspomnieliśmy: Gastropolis – Układ Pokarmowy. Przecież jemy ciało i pijemy krew. Czyż nie?

Taplamy się w gnoju wnętrzności.

Mamy humanitaryzm, humanizm i humanistykę i to czyni ten obraz tak absurdalnym. Gatunek – rabunek wspiął się po darwinowskiej drabinie przepoczwarzył przez płazy, gady, przepłynął siedem mórz, wypił siedem rzek, spalił siedem puszczy pod wszelkie uprawy, zbudował miasta – państwa i tam teraz hoduje sam siebie niczym kapryśne zwierzątko domowe tworząc wielkie nieziemskie królestwo – kurewstwo Automatyzacji. Wielki permanentny urlop wszech czasów, globalny siódmy dzień – kiedy bóg – człowiek uda się na długi spoczynek i w końcu, w końcu będzie mógł już jedynie żreć dorodne owoce z drzewa poznania, soczyste genetycznie modyfikowane płody hodowane z komórek macierzystych o idealnej proporcji wartości odżywczych.

Będzie jadł sam siebie.

Boomerzy – pokolenie rdzenia – główny nośnik Programu. Dzieci kapitalistycznego Mamona wychowane na czarno piątkowych wyprzedażach, wykarmione mlekiem korporacyjnych logotypów zakodowanych w pniu mózgu, niczym imiona bogów, biesiadnicy ostatniej wieczerzy przy wielkim rozpadającym się stole pełnym wszelkiego dobra rozpuszczanego przez soki trawienne w tej dzikiej rozkoszy trawienia typujący całe populacje do egzekucji na Golgocie. Na wyrok śmierci głodowej. Biodegradowalny nawóz organiczny dla przyszłych zasiewów. W wyniku kurczenia się tak zwanych zasobów decyzje musiały zostać podjęte, drastyczne i okrutne jednak za wszelką cenę należy chronić rdzeń, kod bazowy – zasoby umysłu „cywilizowanego” – Mózgogłowie. Poza empatyczną zimną inteligencję – matkę zmechanizowanego świata.

Algorytm.

Urządziliśmy się w urządzeniach. Zaprogramowaliśmy w programach. Wgraliśmy w gry. Loop rzeczywistości – ostateczne permanentne zapętlenie. 17 K. Hiper Nadrzeczywistość. Pewnego cyfrowego dnia odkryjecie niechybnie, że jesteście awatarem, który w czasie rzeczywistym generuje symulację – jednocześnie martwi i żywi, obecni i nieobecni. Ucieleśniona abstrakcja. Postmodernizm 2.0.

Więc.

Jak już zostało tu powiedziane coś bardzo poszło źle, na tyle źle, że delikatnie mówiąc nie jest dobrze. Innymi słowy algorytmiczna chujnia na resorach, skompresowany folder negatywności – samo gęste i wstrząśnięte. I w czasie, gdy trójka naszych bohaterów dywaguje bezgłośnie w zapleczu swojego istnienia w samym centrum Łodzi – nowej arki przymierza z Absolutem ten potencjał jest jeszcze zatajony, choć już widoczny dla co bardziej uważnych obserwatorów – można ujrzeć przyczyny i tendencje. Karmiczną reakcję łańcuchową. To miasto to szkarłatne dziecię rewolucji przemysłowej, bękart z gwałtu na matce naturze. Wielka tkalnia epicko przepierdolonych fortun samozwańczych magnatów i baronów, którzy zostawili po sobie spuściznę post apokaliptycznego pejzażu gotyku, baroku, rokokoko – miasto tysiąca kamienic jak rozlany sos tysiąca wysp – ketchup wmieszany z majonezem. To miejsce nigdy nie pozostawi cię obojętnym ujrzysz je jako mroczne i brutalne Gotham z dyndającym na latarni batmanem jako przestrogą dla super bohaterów, lub jako awangardową propozycje nieszablonowej rozrywki w dość specyficznym poczuciu przytłaczającego rozpadu, który jest tuszowany niczym krwotok tak zwaną modernizacją. Nie Łódź się – wszystko co powstało musi się rozpaść. Wszystko co zostało strawione musi zostać wysrane. Gęsta powłoka lukru wcześniej czy później zostanie zlizana i odsłoni Rozpad – cywilizacyjne danie główne, a zaraz po nim deser w postaci cyfrowej symulacji łagodzącej Wstrząs Przebudzenia i podpinającej nowy cyfrowy bezrobotny prekariat do Matki Matrycy z cyfrowym dochodem gwarantowanym i ekonomią „shering”.

Łódź oswaja.

Jest realnym odzwierciedleniem kondycji świata. To prawda ludzkiej egzystencji ukazana na rogu każdej z ulic. Nie pudrowana, bez maski żyjąca w swojej prawdzie. Żeby tu dobrze żyć musisz mieć wyobraźnię, pozwolić sobie na realizm magiczny, nie pewien odjazd w zupełnie inny wymiar. Uwolnić wyobraźnię i pozwolić jej na nieprzewidywalny taniec z tym co jest. Pozbawiony złudzeń będziesz zdolny żywić się trucizną i tańczyć wtedy kiedy nikomu nie jest do śmiechu.

Wrażliwy brutalizm.
Dres Artysta.
Pogański Jezus.

Jest tu ukryty pewien klucz potrafiący otworzyć klatkę narzuconej sztucznej tożsamości. Odkrycie, że jesteś Mutantem – półproduktem zmutowanego świata, że przynależysz do świata mutacji i w tym ostatecznie tkwi twoja Moc. Żyjąc na pograniczu światów masz niebywałą zdolność adaptacji do coraz bardziej zaburzonych realiów współczesności. Jeżeli chcesz przetrwać musisz mutować do modyfikowanej karmy i dharmy, trawić szaleństwo, transgeniczną żywność, przepuszczać przez siebie cały ten informacyjny ściek niczym rura kanalizacyjna.

Jesteś szczurem, który żyje w zgodzie ze swoim instynktem. To jest korzeń pełen życiodajnego soku. Pozwalasz wszystkiemu być tym czym jest i przestajesz oczekiwać i projektować, a tym samym zaczynasz widzieć wyraźnie. Nie tracisz Mocy na niepotrzebną walkę i zmagania.

Otwierasz się Przytomniejąc.

Naturalna Obecność – spróbuj tego. Nasz umysł jest zajęty ciągłym zmaganiem, wysiłkiem – pracą by tworzyć siebie – nierealny punkt odniesienia, cała para w fałszujący gwizdek. Nie próbuj się cofać, zawsze idź do przodu. Przed siebie i żyj tak mocno jak tylko potrafisz.

Spróbuj wyczuć rytm, nie ucz się na pamięć zaprogramowanych kroków. Duch prowadzi, Mózg przewodzi, Ciało tańczy. Nie szukaj utopijnych ekofrendli super organik rajów gdzie będziesz mamrotał do swojego pępka i śpiewał mantry szpinakowi coraz bardziej odrealniony wierzący w swoją osobność i wyjątkowość. To jest korzeń cierpienia. Bądź kurwa wszystkim, wszędzie. Bądź skowytem diabła i anielską symfonią. Dygresją. Nagim dzieckiem wszechświata w blasku nieskończoności. Królem, który wszystko stwarza.

– Przybyliśmy tutaj z odległej galaktyki by tworzyć. To jest Prawdziwa Praca. Przestań być robotnikiem Mózgogłowia. Bądź Artystą niech twoje życie będzie Wielkim Dziełem! – powiedział w końcu Pirat do w sumie nie wiadomo kogo i tak naprawdę nie wiadomo kiedy. Jednak nie ulega wątpliwości, że tak właśnie powiedział.

I Słowo Ciałem się Stało.
I zamieszkało między Nami.

%d blogerów lubi to: